O tym jak chciałam być chłopcem

p13810223_b_v8_aa

„Ania z Zielonego Wzgórza (Anne with an E)” Netflixa gruchnęła we mnie jak ostatnie wiosenne burze, które wyginają drzewa na podwórku i wylewają tsunami wody na okna, w nagłych podrygach. Mała, ruda, piegowata, wyszczekana 13-latka obudziła we mnie dziecięce i dziewczęce tęsknoty i żale, ale i napawała dumą z każdym odcinkiem. Dumą z tej małej istoty, której przekonanie o swoim miejscu na świecie nie może być zachwiane nawet przez największe dostępne jej autorytety. W tym XIX-wiecznym świecie, w którym miejsce kobiety wyznaczone jest ściśle przez twarde reguły, Ania dokonuje rzeczy niemożliwych – powiedziałabym, że czaruje rzeczywistość, a rzeczywistość czasem nawet daje się zaczarować.

Seria tak mocno mnie poruszyła, że przywołała wspomnienia z mojego własnego dziecińtwa i młodości. W tych wspomnieniach nie było Ani. Albo inaczej, Ania była – w głębokiej pogardzie. Moja starsza kuzynka kochała wszystkie książki Montgomery; a ja uważałam… właściwie sama nie wiem co uważałam, ale słowo „pogarda” obecne jest we wszystkich wzmiankach o Ani z Zielonego Wzgórza, aż do momentu obejrzenia serialu. Nie, Ania nie była dla mnie – czytałam wtedy „Kubusia Puchatka”, „Rekreacje Mikołajka”, czy „Chlopaka na opak”…

Nie inaczej, bo jakżeby mogłoby być inaczej, kiedy w wieku lat bodajże pięciu czy sześciu uznałam całkiem świadomie, że wolałabym być chłopcem. Może nie byłam odosobnionym przypadkiem, choć nie znam żadnego przypadku odwrotnego – chłopca, który w wieku lat sześciu wolałby być dziewczynką. Ja w każdym razie sądziłam, i byłam o tym przekonana, że moje życie byłoby lepsze gdybym była chłopakiem. Najlepiej chłopakiem o imieniu Krzyś, jak mój rok startszy kuzyn, wynalazca wszelkich zabaw, łamacz wszelkich reguł i najcudowniejszy kompan dziecięcych zabaw, za którym biegałam krok w krok przez dobrych parę lat. Krzyś otwierał dla mnie światy, których sama jako nieśmiała i trochę zalękniona dziewczynka nigdy bym nie odkryła.

Kolejne doświadczenia jedynie potwierdzały moje wczesnodziecięce podejrzenie, że w byciu dziewczynką nie ma nic zabawnego. To bardzo dziwne, ale do dziś pamiętam poniższy wierszyk, który czytać musieliśmy chyba w pierwszej czy drugiej klasie podstawówki. Na górze strony był obrazek chłopca wędrującego po dnie oceanu, któru wypowiadał się następująco:

Będę marynarzem na podwodnej łodzi

Po dnie oceanu będę sobie chodził

Obejrzę tam kwiaty, ryby różne cuda

(Ekh!) Do morskiej syrenki na obiad się udam

A kiedy odnajdę piratów skarb złoty

To ciekawą książkę napiszę Wam o tym

Czy to nie fascynujące, że pamiętam ten wierszyk po dwudziestuparu latach?! Jak myślicie co było pod spodem? No więc nie odpowiem na to pytanie, bo wierszyka o dziewczynce nie pamiętam. Może wyparłam w odruchu bezwarunkowym, ale jedyne zdanie które kołacze mi się po głowie do dziś, opatrzone obrazkiem sprzątającej mini-mamy to: „Będę po prostu mamą”.

Jak to?! Podróży i odkrywania światów nie będzie?! OK! To ja nie będę dziewczynką. A kobietą to już na pewno nie!

Walczyłam więc z trudnym do opanowania pragnieniem by posiadać piękne sukienki, całe szafy pięknych sukienek! Walczyłam z wszystkim co dziewczyńskie, czy to zachowanie, czy ubiór, czy zajęcie. Nie chciałam za nic w świecie odebrać sobie prawa do bycia odkrywcą (rodzaj męski zamierzony), więc postanowiłam zrezygnować z bycia kobietą.

W liceum, w obecności moich koleżanek byłam w stanie ogłosić wszem i wobec, że „wolę przyjaźnić się z mężczyznami, niż z kobietami”.  Moja (nadal) przyjaciółka z Holandii wypomina mi to do dziś!

W liceum też, na moje szczęście i na moją zgubę, pojawiły się Wysokie Obcasy, które dawały jakąś nadzieję na to, że można być kobietą i robić wszystko, jednocześnie boleśnie uświadamiając mi w jakim miejscu jako kobiety w Polsce jesteśmy i jak dużo jeszcze do zrobienia. Ale powoli zaczęły się przede mną otwierać inne przestrzenie, po liceum wyjechałam na studia do Francji, mogło być trochę lepiej.

Lepiej okazało się jednak lawirowaniem na linie zawieszonej nad przepaścią. Masz tu kawałek sznurka o średnicy dwóch centymetrów i znajdź sobie swoją przestrzeń na tym skrawku; tu jest twoje miejsce jako kobiety; to ci wolno, tego nie; to powinnaś, tego nie; czasem powinnaś zupełnie na odwrót – idź! Idź z godnością i gracją i nie spadnij! Jeden fałszywy ruch grozić będzie katastrofą – twoją wewnętrzną, albo twojego obrazu w oczach innych. Więc idź…

Przez długi czas udawałam, że płeć nie ma znaczenia, że mogę iść przez życie widząc ludzi, a nie kobiety i mężczyzn. Ale bańka, którą usiłowałam sobie stworzyć; przekonanie, które głosiłam i próbowałam do niego przekonać innych – wszystko to w końcu pękło pod naporem rzeczywistości, która coraz bardziej działała na mnie jak ten wierszyk powyżej.

Dzisiaj nadal chcę widzieć ludzi: kobiety i mężczyzn, z całym bogactwem ich postaw, osobowości, doświadczeń i emocji i próbuję tak patrzeć. Tylko łatwiej widzieć ludzi, gdy więcej wokół Ań z Netflixa, a mniej słabych czytanek.

6 uwag do wpisu “O tym jak chciałam być chłopcem

  1. Wspaniały pomysł, pięknie piszesz! Widzę, że miałyśmy bardzo podobne spostrzeżenia i doświadczenia już jako małe dziewczynki 🙂 Nie mogę się doczekać, kiedy będzie następny post.

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję! Cieszę się, że Ci się podoba, a tym bardziej, że nasze doświadczenia gdzieś się zbiegają!

      Już myślę o następnym 🙂

      Polubienie

  2. Espeszjali for ju założyłam tu konto, ale bez presji już widzę, że warto było 😉

    Nie przypominam sobie żebym miała takie przemyślenia jako mała dziewczynka, ale na pewno w liceum zmieniła mi się wizja świata. powód był prosty, jak to w mat-fizie (profil ścisły to od razu widać jaka proporcja dzieczyn do chłopaków) dołączyłam do grupy męskiej (12 chlopa i ja) i jakoś tak życie stało się łatwiejsze – bez zawiści, na luzie, dali sobie po mordzie i OK, nikt się nie obrażał etc. i wtedy walnęło mnie jak młotkiem – cholera, czemu tak nie ma zawsze.. czeeeekaj czeeekaj, jak były dzieczyny to było więcej fochów, jak są Ci tutaj, z brodami (wtedy jak mieli 15 lat to jeszcze taki trochę mech) to jest jakiś taki chill i wtedy postanowiłam, że wolę obracać się w męskim świecie (a może wyszło naturalnie a ja długo niebyłam tego świadoma)

    baaardzo długo udawałam, że płeć nie ma znaczenia i sama sobie, często gęsto zresztą, wmawiałam, że tak własnie jest (do tego oczywiście był wkurw i osłupienie jak ktoś twierdził inaczej). różnice są a my powinniśmy nauczyć je dostrzegać i rozumieć a nie posiłkować się nimi jako argumentami do oceny czy rozwoju myślenia stereotypowego 😉

    czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy, bo już ten pierwszy skłonił mnie do reflekcji a to się teraz w ‚internetach’ baaardzo rzadko zdarza !

    Polubione przez 1 osoba

    • Dzięki, że podzieliłaś się swoim podobnym doświadczeniem! I miło mi, że skłoniło Cię to do refleksji – o to mi chodzi! 🙂

      Polubienie

Odpowiedz na Justyna_travels_the_world Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.